Costa NeoRiviera – One big let-down?!

Costa NeoRiviera is the smallest and one of the oldest ships managed by the Costa Cruises company. I’ve spent a total of 5 nights on board of NeoRiviera and to be honest, I have very mixed feelings about it. I can’t say I didn’t enjoy it because every cruise is a great experience for me, but certainly I have been let down under many aspects by this ship when I was comparing it to the other ones I sailed on. Let me tell you why was I unpleasantly surprised and what is this ship like in the following post.

NeoRiviera is not only smaller than my previous ships, but also less luxuriously designed. It looks like it was designed to offer only low-cost fares. I would call it “The Ryanair of the Sea”. Just like Ryanair lacks a lot on its design in order to offer low fares, I think that NeoRiviera represents the same. I mean, we still fly with Ryanair if it takes us to the destinations we want, but wouldn’t we change it to AirFrance or LOT if we’ve had the chance? The same happens to NeoRiviera. I would still sail on it if I wouldn’t find another ship in the interesting dates and destinations, but I definitely wouldn’t choose it again if I would have other options.

The Pool Area itself had many disadvantages, but I was able to also find some advantages I’ve been able to appreciate. The deck is very small, which explains why there is only one main pool and two jacuzzis. I sailed with this ship in March on the Mediterranean, which means the temperatures were still low – but fortunately all of the pools were heated! It was nice to get into a steaming hot tub at the outside deck and rest a bit. Also, during one port day, we skipped going out and stayed on the ship and to our surprise, there was literally NOBODY on the pool deck that day. Which meant we had the whole pool area to ourselves! This was definitely a nice experience, even though it only happened once and on the other days, especially the navigation days, the pool was full of people and since there was only 1 as mentioned, I never used it again because I felt it was too crowded for me.

The common areas were also a bit disappointing. Even though there were a couple of nice bars on the ship, you didn’t have a possibility of ordering what you wanted everywhere. For example, in one bar you could only order coffee, in the other one only soft drinks, in the other one only wine… Which meant that if you were in a company where everyone wanted to drink something different – you had to compromise, there was no other way.

The drinks? Don’t even get me started. I really wanted to be positive about this ship, but really, even the drink quality was disapointing. The Piña colada I got had nothing of its taste except for the look. My go-to drink became Pink Lady, the signature drink of Costa Cruises which is very similar to Cosmopolitan. Pink Lady ended up being the ONLY thing I was ordering in the bars and I have to admit it was pretty tasty. The bartenders already started asking me if I wanted “the usual” whenever I was stepping in to the bar.

One of the positive things that I can mention about this ship was that the disco was on point EVERY NIGHT. It never happened on another ship that the disco would be full, the music would be nice and the people would be having so much fun everyday, but I have to admit, NeoRiviera pleasantly surprised me under this aspect. I made so many new friends there, danced my thoughts away, had nice chats with random strangers and generally had a great time. Definitely one of the highlights of the cruise on NeoRiviera, I was looking forward to it daily.

Another positive thing that I need to mention was the cabin. I was staying in a single cabin this time, so having a freedom of doing whatever I wanted when I wanted to do it (like taking a shower or waking up late, come on) was a very big advantage. The cabin was very clean and nice looking – not different from the other ships at all. I appreciated it and this I have to say is another + point for NeoRiviera.

The itinerary was also a good one. It was a short trip so we sailed from Savona through Marseille & Barcelona, with one navigation day and back to Savona. I always appreciate the navigation day to explore the ship, but in this case – there wasn’t a lot to explore, since the ship was small and I probably went around it like a million of times during the stay. But overall, both Marseille & Barcelona are places that I would definitely come back to.

Overall I probably wouldn’t return on this ship again if I could choose something different, but at the same time it wasn’t that bad to say I would never go back there – I would, if I didn’t have another ship as an alternative. I was let down by the interior design, by the quality of the drinks, by the size of the ship itself and the pool area, the logistics of the bars. On the other hand I was very pleased with the disco entertainment, the cabin, but most importantly – the super nice staff and the people I’ve met on board, both passengers and crew. Definitely what I will remember the longest and most pleasantly from this ship are gonna be the amazing friendships created there.

***

Costa NeoRiviera – jedna wielka porażka?!

Costa NeoRiviera to najmniejszy i najstarszy statek operowany przez firmę Costa Cruises. Spędziłam na jego pokładzie 5 dni i nocy i szczerze mówiąc, mam co do niego dosyć mieszane uczucia. Nie mogę powiedzieć, że źle się bawiłam, ponieważ każdy rejs jest w pewien sposób niezapomniany i ciekawy, ale na pewno mogę stwierdzić, że zawiodłam się nim pod wieloma względami w porównaniu do innych statków, na których miałam przyjemność pływać. W dzisiejszym poście opowiem więc jakie nieprzyjemne niespodzianki czekały na mnie na NeoRivierze i co można na tym statku znaleźć.

NeoRiviera jest nie tylko mniejszym statkiem, niż wszystkie poprzednie, ale też jego wystrój nie jest już tak luksusowy, jak inne. Jego wygląd sugeruje, że został on zaprojektowany tylko i wyłącznie na cele tanich rejsów, ofert promocyjnych. Nazwałabym go “Ryanair na morzu” – ponieważ podczas gdy Ryanair pozostawia dużo do życzenia pod względem wyglądu, wyposażenia na rzecz bardzo tanich ofert – to samo reprezentuje sobą NeoRiviera. Nie ujmując niczego linii Ryanair, nadal wybieramy ją, gdy oferuje loty do destynacji, do których mamy się udać – jednakże jeżeli mielibyśmy możliwość zamiany jej na AirFrance lub LOT – raczej każdy z nas miałby podobne zdanie. To samo dzieje się też w tym przypadku. Jeżeli statek NeoRiviera miałby w swojej ofercie ciekawą trasę jako jedyny w interesującej mnie dacie, zdecydowałabym się zapewne na niego wrócić. Natomiast jeżeli miałabym wybór pomiędzy tym, a innymi statkami – wątpię, że kiedykolwiek wybrałabym NeoRivierę.

Już sama strefa basenów miała w sobie kilka minusów, jednak udało mi się ku mojemu zdziwieniu znaleźć również kilka plusów, które później zdecydowanie doceniłam. Pokład jest bardzo mały, co tłumaczy dlaczego znajduje się tam tylko jeden, niekryty basen i dwa małe jacuzzi. Mój pobyt na Neorivierze odbył się w marcu po morzu śródziemnym, co oznacza, że temperatury nie były jeszcze letnie – ale ku mojemu zdziwieniu – zarówno baseny, jak i wanny jacuzzi były podgrzewane! Świetnym uczuciem było wskoczyć do gorącego jacuzzi na świeżym powietrzu, z delikatną bryzą muskającą ramiona wystające znad poziomu wody. Podczas jednego dnia w porcie zdecydowaliśmy się zostać na pokładzie i, znów ku naszemu zdziwieniu, na strefie basenów nie znaleźliśmy NIKOGO. Co oznacza, że mieliśmy wszystko to na wyłączność! Był to zdecydowanie przyjemnie spędzony czas w relaksującej atmosferze. Podczas kolejnych dni jednak nie było już tak kolorowo. W następne dni (w tym głównie dzień nawigacyjny) baseny były dosłownie wypełnione ludźmi po brzegi. Jak już wspomniałam znajdował się tam tylko 1 główny basen i dwa małe jacuzzi, co spowodowało, że już ani razu więcej z nich nie skorzystałam, gdyż tłum ludzi zapełniających te zbiorniki był po prostu zniechęcający.

Zawiodły mnie również bary. Pomimo tego, iż można było znaleźć naprawdę sporo ładnie urządzonych lokali na pokładzie, każdy z nich oferował tylko jeden rodzaj napojów i nie było możliwości zamówienia tego, na co miało się ochotę w każdym bardze. Przykładowo, w jednym miejscu serwowane były tylko kawy, w innym miejscu tylko drinki, w innym tylko wino… Co oznaczało, że jeżeli osoby znajdujące się w Twoim towarzystwie miały ochotę na coś innego niż Ty – jedynym wyjściem był kompromis.

A drinki? Aż ciężko o tym mówić. Wsiadałam na ten statek bardzo pozytywnie nastawiona, jednakże nawet jakość drinków pozostawiała dużo do życzenia. Piña colada. którą zamówiłam przypominała owy drink wyłącznie wyglądem. Moim ulubionym drinkiem została Pink Lady, autorska praca firmy Costa Cruises, jednocześnie bardzo podobny do mojego, jak już wiecie, ulubionego Cosmopolitan. Pink Lady stała się JEDYNYM drinkiem, który zamawiałam w barze i muszę przyznać, że był on niezwykły w smaku. Gdy wchodziłam do baru, barmani już przyzwyczaili się do tego na tyle, że pytali tylko: “To co zwykle?”.

Jedną z pozytywnych rzeczy na NeoRivierze była zdecydowanie dyskoteka. Każdej nocy było tam po prostu świetnie! Nigdy na żadnym statku nie widziałam dyskoteki, która byłaby tak wypełniona, w której muzyka byłaby idealna, i w której ludzie tak dobrze bawiliby się dosłownie codziennie. Muszę przyznać, że pod tym względem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Poznałam tam wielu nowych znajomych i spędziłam tam wyjątkowe chwile – był to zdecydowanie jeden z lepszych aspektów tego rejsu.

Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć była kabina. Tym razem miałam kabinę jednoosobową, co oznaczało, że miałam zdecydowanie więcej swobody. Możliwość robienia tego, co chciałam, w momencie, kiedy chciałam, była dużym plusem (na przykład czas szykowania się na wieczór zależał wyłącznie ode mnie, gdyż miałam prysznic cały dla siebie, jak i budzenie się, o której godzinie chciałam nie sprawiało nikomu problemów). Kabina była bardzo czysta, schludna i ładna – niczym nie różniła się od kabin na większych statkach. Byłam z niej bardzo zadowolona i uznałam ją za duży plus NeoRiviery.

Trasa rejsu również była ciekawa, nawet jeżeli bardzo krótka. Wypłynęliśmy z Savony i zatrzymaliśmy się w Marsylii i Barcelonie, następnie spędziliśmy jeden dzień w nawigacji, by znów wrócić do Savony. Ja osobiście zawsze lubię dni nawigacyjne na statku, gdyż mogę wtedy odkryć wszystkie zakątki pokładu na spokojnie, natomiast w tym przypadku, jakoże statek sam w sobie był dosyć mały – obejście go zajęło mi około godzinę. Jednakże zarówno Marsylia, jak i Barcelona to miejsca, w które mogłabym wracać wielokrotnie – co sprawiło, że trasa była dla mnie idealna.

Podsumowując, raczej nie wróciłabym na ten statek, jeżeli miałabym do wyboru inną opcję. Jednocześnie nie wspominam go tak negatywnie, by już nigdy tam nie wracać – tak jak wcześniej wspomniałam, jeżeli trasa byłaby ciekawa i NeoRiviera byłaby jedynym statkiem wykonującym ją w interesujących mnie datach, wtedy raczej nie miałabym oporów przed powrotem na nią. Byłam zawiedziona wystrojem wnętrz, jakością drinków, rozmiarem statku samym w sobie, strefą basenów oraz logistyką barów. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie jednak dyskoteka, animacje, kabina, ale przede wszystkim – niezwykle miła i uprzejma załoga oraz ciekawe osoby, które tam poznałam. Z pewnością najdłużej i najcieplej z całego rejsu będę wspominać niesamowite przyjaźnie, które się na nim zrodziły.

Share: